reklama

Bramkarz idzie na księdza! Dzido: Tak samo ważne jak ratowanie piłki w bramce jest ratowanie człowieka

Opublikowano:
Autor:

Bramkarz idzie na księdza! Dzido:  Tak samo ważne jak ratowanie piłki w bramce jest ratowanie człowieka - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
SportMarcin Dzido, który przez lata był twierdzą bramki Sokoła Adamów i przez pewien czas prezesem klubu, dziś robi rzeczy, których nikt by się po nim nie spodziewał. - Rzucam piłkę i idę do seminarium - mówi spokojnie, choć jego słowa brzmią jak wyrok.
reklama

- Długo myślałem, że życie kręci się tylko wokół boiska. Sokół był moim światem: treningi, mecze, ludzie, drużyna. To była pasja, to była część mnie. Ale w pewnym momencie poczułem, że to za mało. Chcę czegoś więcej, czegoś, co daje sens i spokój - wyznaje.

Jego decyzja wzbudziła ogromne emocje. Dla wielu w Adamowie i okolicach Marcin był ikoną. - Niektórzy myślą, że zdradzam futbol. Może i tak to wygląda z zewnątrz. Ale ja po prostu idę tam, gdzie czuję powołanie. Piłka była wspaniała, ukształtowała mnie, nauczyła dyscypliny i pracy w drużynie. Teraz te same wartości chcę przenieść na życie duchowe - tłumaczy.

Marcin wspomina swoje początki w Sokołach. - Pierwszy raz w bramce poczułem, że to moje miejsce. Strach, adrenalina, radość po obronionym meczu. To wszystko było jak lekcja życia. Każdy mecz uczył cierpliwości, pokory i odpowiedzialności. Ale po latach tej adrenaliny potrzebowałem czegoś innego - mówi z uśmiechem, który łączy nostalgię i spokój.

reklama

Dziś nadal gra w Absolwencie Domaszewnica, ale już zupełnie inaczej. - To moja odskocznia, sposób na utrzymanie kontaktu ze sportem, ale priorytetem jest seminarium. Rzucam piłkę i idę tam, gdzie mogę naprawdę pomagać ludziom, rozwijać się duchowo i poznawać siebie - dodaje.

Marcin podkreśla, że decyzja o seminarium wcale nie była łatwa. - Wiele osób było zaskoczonych, niektórzy nie dowierzali. Ale nie szukałem łatwych dróg. Każdy, kto mnie zna, wie, że zawsze stawiałem na wyzwania. Teraz wyzwanie jest inne – codzienna praca nad sobą, modlitwa, nauka. Ale tak samo ważne jak ratowanie piłki w bramce jest ratowanie człowieka – siebie i innych - mówi.

Zdradzając swoją piłkarską przeszłość, Marcin pokazuje, że życie potrafi zaskakiwać. - Nie odcinam się od przeszłości. Piłka dała mi fundamenty, a teraz buduję coś nowego. Rzucam piłkę, idę do seminarium i czuję, że to moja droga. To jest mój moment, moje powołanie - kończy.

reklama
reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo