Dla drużyny z Radzynia Podlaskiego było to piąte zwycięstwo w obecnym sezonie, w tym trzecie odniesione na wyjeździe. Łukowianie ponieśli natomiast piątą porażkę.
Kontrowersje przy pierwszym golu
Początek spotkania nie zapowiadał jeszcze rozstrzygnięcia na korzyść przyjezdnych. Jednym z najważniejszych momentów była sytuacja, po której Radzynianie objęli prowadzenie. Krzysztof Cudowski znalazł się w dogodnej pozycji i mimo że jego uderzenie zakończyło się trafieniem w boczną siatkę, akcja ostatecznie przyniosła gościom gola.
Trener Orląt Łuków miał jednak poważne zastrzeżenia do decyzji arbitra. Jego zdaniem zawodnik gości znajdował się na pozycji spalonej.
– W naszej opinii był dwumetrowy spalony – komentował Maciej Syga.
Gospodarze nie zdążyli odpowiedzieć przed przerwą. W końcówce pierwszej połowy Orlęta Radzyń Podlaski wykorzystały stały fragment gry. Bartosz Siudaj dośrodkował z rzutu wolnego, Igor Miszta przedłużył lot piłki, a Karol Rycaj z bliska skierował ją do bramki.
Niewykorzystany rzut karny
Jeszcze przy wyniku 0:0 goście mieli znakomitą okazję, aby otworzyć wynik. Szymon Kaczyński został sfaulowany w polu karnym przez Tomasza Wiewiórkę, a sędzia wskazał na jedenasty metr.
Do piłki podszedł Marcel Obroślak, ale nie zdołał wykorzystać szansy. Jego strzał zatrzymał się na słupku.
Ostatecznie niewykorzystany rzut karny nie miał wpływu na końcowy rezultat. Radzynianie jeszcze przed przerwą znaleźli sposób na pokonanie gospodarzy po stałym fragmencie.
Łukowianie mieli przewagę, ale nie potrafili jej zamienić na gole
Maciej Syga po spotkaniu nie ukrywał rozczarowania przede wszystkim drugim trafieniem. Jego zdaniem drużyna nie powinna była dopuścić do utraty gola w takiej sytuacji.
– Mam pretensje do drużyny. Nie można tracić bramki w przewadze w samej końcówce pierwszej połowy – podkreślał trener gospodarzy.
Po przerwie obraz spotkania uległ zmianie. Orlęta Radzyń Podlaski cofnęły się głębiej, a gospodarze przejęli inicjatywę. Łukowianie częściej utrzymywali się przy piłce i próbowali znaleźć sposób na sforsowanie defensywy przeciwnika.
Problemem pozostawała jednak skuteczność. Miejscowi potrafili budować akcje, ale brakowało im ostatniego podania, dokładnego wykończenia lub sytuacji, która realnie zagroziłaby bramce gości.
– To był bardzo specyficzny mecz. Rywal grał w osłabieniu, zdominowaliśmy go, mieliśmy przewagę w posiadaniu piłki, ale zabrakło konkretów pod bramką przeciwników – oceniał Syga.
Trener widzi postęp mimo porażki
Szkoleniowiec Orląt Łuków nie zamierzał jednak sprowadzać całego występu swojej drużyny wyłącznie do wyniku. W jego ocenie zespół zrobił kolejny krok w rozwoju i w wielu fragmentach zaprezentował się lepiej niż we wcześniejszych spotkaniach.
– Mimo wszystko jestem zadowolony z zespołu. Widać progres w grze – zaznaczył.
Syga zwrócił również uwagę na sposób, w jaki rywale bronili dostępu do własnej bramki. Radzynianie po objęciu prowadzenia ustawili się niżej i skupili na ograniczaniu przestrzeni gospodarzom.
– Graliśmy fajnie, rywal ustawił się nisko. Przegraliśmy przez błąd sędziego, a później brak koncentracji przy stałym fragmencie gry. Przeciwnik miał jedną akcję i zdobył gola – podsumował trener Orląt Łuków.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.