Reklama

Reklama

"Solny". Duża piłka w życiu łukowianina

Opublikowano: 11 lutego 2021 09:37
Autor:

"Solny". Duża piłka w życiu łukowianina - Zdjęcie główne

Dariusz Solnica (z prawej) wraz z Maciejem Sygą obecnie odpowiadają za wyniki łukowskich Orląt

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport W listopadzie skończył 45 lat. Wraz z Maciejem Sygą prowadzi łukowskie Orlęta, których jest wychowankiem. W Ekstraklasie rozegrał 94 mecze, w których zdobył 9 goli. Wraz z Legią Warszawa wywalczył Puchar i Superpuchar Polski. W sezonie 2000/2001 wywalczył tytuł króla strzelców I ligi w barwach Odry Opole.

Reklama

Dariusz Solnica ma na swoim koncie występy w reprezentacjach Polski do lat 15, 16 oraz 23. W CV ma grę w najwyższej klasie rozgrywkowej w barwach: Legii, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, Pogoni Szczecin, Lecha Poznań. Występował również w takich ekipach jak: Dominet Parczew, FC Piaseczno, Polonia Warszawa, Odra Opole, Górnik Łęczna, Aluminium Konin, Tłoki Gorzyce, Szczakowianka Jaworzno czy Piast Gliwice. Karierę kończył w łukowskich Orlętach.
 
ROZMOWA Z Dariuszem Solnicą, wychowankiem i obecnym trenerem łukowskich Orląt

Mogłem wycisnąć więcej

W jaki sposób zaczęła się Twoja przygoda z piłką?

- W latach mojego dzieciństwa wszyscy grali w piłkę na podwórku. Po lekcjach rzucało się tornister i na pierwszym miejscu był futbol. Mieliśmy boisko na ulicy Międzyrzeckiej w Łukowie, na którym grałem ze starszymi kolegami. Później z rodziną przenieśliśmy się na ulicę Stodolną. Moim sąsiadem był Cezary Kucharski. Graliśmy w jednym zespole. Nie było na nas mocnych (śmiech - przyp. red.).

 

Jak trafiłeś do Orląt?

- To było dosyć późno, bo miałem bodaj 10 czy 11 lat. Moim pierwszym trenerem był śp. Grzegorz Kowalewski. W szóstej klasie chodziłem do "Czwórki". Klasa sportowa była tylko w "Jedynce". Do przenosin do tej placówki namówił mnie nauczyciel Edward Leśniak. Tak zrobiłem. Mieliśmy bardzo dużo lekcji wychowania fizycznego.

 

Pierwsza piłka?

- Nie jestem w stanie sobie jej przypomnieć, ale piłka w domu była od zawsze. Wiadomo, czarno-biała. Mam dwóch braci: starszego Leszka i młodszego Grzegorza. Wszyscy próbowaliśmy grać w Orlętach.

 

Kiedy wypłynąłeś na szersze wody?

- Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Późno zacząłem, a wcześnie wyleciałem z gniazda Orląt. Jestem z rocznika 1975. W juniorach starszych grałem z kolegami o trzy lata starszymi u Wiesława Gruli. Pamiętam spotkanie z Motorem Lublin w składzie z byłym reprezentantem Polski Jackiem Bąkiem. Nie strzelił nam karnego. Wygraliśmy 2:1. Zdobyłem dwie bramki.

 

Debiut w seniorach?

- Miałem 15 lat. Byłem w ósmej klasie szkoły podstawowej. Orlęta grały w silnej trzeciej lidze. Trenerem był Przemysław Tryboń. Wziął mnie do seniorów. W debiucie wyszedłem na boisko z Radomiakiem Radom. Wygraliśmy 2:1, a ja skończyłem z bramką. Piękne chwile. Pograłem w Orlętach. Jeździłem na zgrupowania reprezentacji województwa lubelskiego. Skończyłem 18 lat i wyjechałem.

 

Do Piaseczna...

- Dokładnie. Był taki klub jak Dominet. Grał w trzeciej lidze. Trenerem był Grzegorz Bakalarczyk. Chcieli Piotrka Ozygałę, zawodnika Orląt. Zimą pojechałem wraz z nim na testy. Jak byłem "doklejony" do niego. Ja zostałem pod Warszawą, a "Ozy" wrócił do domu. Tak się złożyło, że przez kilkanaście lat grałem na wysokim poziomie. W Piasecznie zrobiliśmy awans do drugiej ligi. Sponsorem był Sylwester Cacek, który później sponsorował Widzew Łódź. Właściciel postanowił większość chłopców przenieść do Polonii Warszawa.

 

Spędziłeś w "Czarnych Koszulach" rok...

- Ale z sukcesami. Zespół przejął Stefan Majewski i zrobiliśmy awans do pierwszej ligi, czyli obecnej Ekstraklasy. Grałem w jednej ekipie z: Michałem i Maciejem Żewłakowami, Dariuszem Dziekanowskim. Po wywalczeniu promocji klub został sprzedany Januszowi Romanowskiemu. Dla mnie nie było miejsca w zespole. Świat mi się zawalił. Wróciłem do domu. Nie miałem większych perspektyw i propozycji.

 

Ale...

- Pewnego dnia dostałem informację od Mirosława Jabłońskiego, który pracował w Legii Warszawa, a znał mnie z reprezentacji województwa. Zaprosił mnie na rozmowy. Pojechałem na obóz do Austrii. Szło mi nieźle i podpisałem pięcioletni kontrakt.

 

Dla Ciebie było to duże zaskoczenie, wyróżnienie?

- Oczywiście. Kibicem Legii byłem od zawsze. Jeździłem na mecze do Warszawy, na wyjazdy. Dla mnie było to spełnienie marzeń. Trafiłem do zespołu, który walczył o mistrzostwo. Było to sezon po występach "Wojskowych" w Lidze Mistrzów. Z drużyny odeszło kilkunastu graczy, większość za granicę. Legia była w rozsypce, ale i tak zdobyliśmy Puchar Polski i wicemistrzostwo Polski.

 

Drugie miejsce było porażką...

- Do dzisiaj dużo osób pamięta tą przegraną. Wygrywaliśmy z Widzewem do 89 minuty 2:0, a przegraliśmy 2:3. Tytuł pojechał do Łodzi. W tym okresie do Legii weszli Koreańczycy z Daewoo. Pojawiły się spore pieniądze. Przyszli reprezentanci Polski. Dla mnie nie było miejsca i byłem wypożyczany. Pograłem pół roku i wracałem. Kolejny sezon tak samo. Co pół roku byłem gdzieś indziej.

 

Zarabiałeś wtedy duże pieniądze?

- Miałem 20 lat. Zarabiałem, ale nie jakieś wielkie kwoty. Dla mnie szczytem marzeń było granie w tym klubie. Nie powiem, w pierwszym sezonie występowałem regularnie, strzelałem bramki i szybko zostałem zaproszony na rozmowy i podpisałem aneks do umowy, co dawało mi podwyżkę. Nie mogłem narzekać. Byłem młody.

 

Ile zarabiałeś?

- Zachowam to dla siebie.

 

W 2000 roku trafiłeś do Odry Opole...

- Spotkała się fajna grupa ludzi. Było biednie, ale po jesieni byliśmy na pierwszym miejscu. Zaczęły się problemy. Nie awansowaliśmy, ale mi "żarło". Zostałem królem strzelców I ligi. Strzeliłem bodaj 16 goli.

 

W czasach Twojej gry w wysokich ligach pojawiło się wiele przypadków korupcyjnych...

- Sędziowie potrafili kręcić niesamowite numery. To wyprowadzało człowieka z równowagi. Wypruwałem żyły na boisku, a jak się później okazywało, wszystko było ustawione. W Opolu mogliśmy awansować, ale nie udało się. Promocję wywalczył RKS Radomsko. Mieli duże pieniądze. "Wydymali nas". Dobrze, że te czasy minęły.

 

Kończyłeś grę w wysokich ligach w drugoligowym Piaście Gliwice...

- Spotkałem tam Jacka Zielińskiego, który był jednym z najlepszych szkoleniowców, z którymi współpracowałem. Mieliśmy dobrą drużynę. Zaczynaliśmy z minus ośmioma punktami za korupcję. Tego zabrakło, by zrobić awans.

 

W Gliwicach pograłeś półtora roku...

- Miałem 30-tkę na karku. Wtedy było przeświadczenie, że gracze w moim wieku mogą iść do "piachu". Trenerem został Bogusław Pietrzak - wielki fan siłowni. Przerzucaliśmy wiele ton na treningach. Piłka go za bardzo nie obchodziła. Zimą dostałem informację, że muszę szukać sobie nowego klubu. Mogę śmiało powiedzieć, że Boguś Pietrzak skończył mi karierę. Wróciłem do Łukowa.

 

Nie miałeś innych ofert?

- Były. Córka Wiktoria szła do szkoły. Powiedziałem, że koniec tułaczki. Miałem telefony ze Stali Stalowa Wola, Odry Opole. Warunki nie były mocno zadowalające. Nie chciałem mieszkać na dwa domu.

 

Wiktoria...

- Teraz ma 21 lat. Jest studentką SGH. Zobacz ile już minęło lat. Jaki ja jestem stary. Mam jeszcze syna. Oskar w tym roku skończy 13 lat. Trenuje w Orlętach. Wszystko przed nim.

 

Jesteś zadowolony z tego, co osiągnąłeś w piłce?

- Patrząc z perspektywy czasu wiem, że mogłem wycisnąć więcej. Miałem możliwości, talent. Jestem zadowolony, że zagrałem w dużej piłce. Z drugiej strony wiem, że mogło to wyglądać jeszcze lepiej. Teraz wiem, że niektóre ruchy wykonałbym nieco inaczej. Osiągnąłbym więcej. Kilka razy podejmowałem złe decyzje. Uwierzyłem pewnym ludziom, który mnie zawiedli. Mam trochę pretensji, ale tego już się nie zmieni. To historia. Wtedy nie było managerów. Obecne czasy są zupełnie inne.

 

Czego najbardziej żałujesz?

- Nigdy nie wyjechałem za granicę, by grać w piłkę. Nie mówię, że zawojowałbym Europę, ale chciałem pojechać, poznać nowy język, zarobić trochę pieniędzy. Byłem na testach w Belgii. Spodobałem się. Tydzień później przyjechał jakiś Argentyńczyk i z nim podpisali kontrakt. Dużo kolegów wyjechało i nie żałują. Dwa lata temu byłem w Grecji u Macieja Nuckowskiego, który teraz prowadzi biuro turystyczne w tamtym kraju.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (2)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 5 miesięcy temu | ocena +3 / -1

    Piłka

    1 komentarz :( . Wielka piłka . Jednak Dołęga to Gwiazda pod każdym artykułem po kilkadziesiąt komentarzy .

  • 6 miesięcy temu | ocena +2 / -1

    ZRÓBCIE COŚ Z TĄ STRONĄ!

    NAPRAWCE W KOŃCU TĄ STRONĘ BO NIE MOŻNA PRZECZYTAĆ ŻADNEGO ARTYKUŁU!!!!! WSZYSTKO SKACZE...