Reklama

Budowniczy Muzeum odszedł na wieczną wartę

Opublikowano:
Autor: | Zdjęcie: Nadesłane do Redakcji

Budowniczy Muzeum odszedł na wieczną wartę - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Żył dla innych ludzi i słusznych spraw. Nigdy nie mijał mieszkańców gminy bez słowa, ale słuchał ich, zamiast opowiadać tylko o sobie - tak wspominają zmarłego Daniela Biadunia przyjaciele i znajomi.

Daniel Biaduń - społecznik i ojciec Zbigniewa, wieloletniego dyrektora Ośródka Sportu i Rekreacji w Łukowie, zmarł  3 marca w wieku 82 lat. Jego pogrzeb odbył się 5 marca w Sanktuarium Matki Bożej Gułowskiej w Woli Gułowskiej.

Daniel Biaduń urodził się 6 lipca 1936 r. we wsi Poznań w gminie Serokomla, ale od pierwszego roku życia mieszkał we wsi Turzystwo w gminie Adamów. Edukację rozpoczął w szkole podstawowej w Woli Gułowskiej. Następnie ukończył przysposobienie rolnicze.

W wieku 19 lat rozpoczął pracę jako referent w Gromadzkiej Radzie Narodowej w Woli Gułowskiej. Potem, w latach 1962-72, był jej sekretarzem. Pracował tam aż do rozwiązania Gminnej Rady Narodowej w Woli Gułowskiej i przeniesienia do Adamowa w 1972 r. Przez dwa lata pełnił funkcję wiceprezesa Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska" w Adamowie. Przez 17 lat kierował bazą Gminnej Spółdzielni w Woli Gułowskiej (filii Gminnej Spółdzielni w Adamowie). Przez wiele lat był członkiem OSP Wola Gułowska.

Daniel Biaduń realizował się jako społecznik, zaangażowany żywo w kultywowanie tradycji. W 1957 r. był jedną z osób, które wymieniły stary, zniszczony krzyż upamiętniający wędrówki unitów do sanktuarium w Woli Gułowskiej. W tym samym roku rozpoczęło się też kultywowanie kontaktów z kleeberczykami, czyli członkami Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Polesie" pod dowództwem gen. bryg. Franciszka Kleeberga, która ostatni bój stoczyła 5 października 1939 r. pod Wolą Gułowską.

W okresie budowy szkoły podstawowej w Woli Gułowskiej pan Daniel zachęcał mieszkańców do pomocy. W latach 1968-93 brał czynny udział w organizacji turniejów szachowych. Zajmował się kwaterunkami, organizował wyżywienie, nagrody itp. Czynnie uczestniczył w organizacji uroczystości koronacji Obrazu Matki Bożej Gułowskiej w 1982 r.

W 1986 r., przed 50. rocznicą walk gen. Kleeberga, postanowiono upamiętnić walki i wybudować pomnik, postawić obelisk lub usypać kurhan. Wraz z kleeberczykami Daniel Biaduń zainteresował tematem wiele wpływowych osób, władze lokalne i mieszkańców. Dzięki tak szerokiej inicjatywie, mimo trudności, w ciągu trzech lat powstał piękny budynek: Dom Kultury - Pomnik Czynu Bojowego Kleeberczyków, gdzie mieści się muzeum.

Pan Daniel uczestniczył w filmie "Było nie minęło" Adama Sikorskiego, wskazując miejsce zakopania skrzyń z dokumentami SGO Polesie. W 2001 r. wraz ze Stefanią Cąkałą-Wardach i Zbigniewem Biaduniem wydał książkę "Pamięć o nich żyje w nas", która miała też swoje wznowienie.

24 października 2014 r. w Sali Kolumnowej Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie Daniel Biaduń został odznaczony Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej.

- Był ikoną Woli Gułowskiej - mówi Renata Pawlikowska, była dyrektor miejscowego domu kultury.

- Poznałam go jako człowieka pełnego pomysłów, niezwykłego, a jego niezwykłość przejawiała się każdego dnia, kiedy angażował się społecznie. Żył dla innych ludzi i słusznych spraw. Był bacznym obserwatorem i doradcą - dodaje.

Pani Renata podkreśla, że śp. Daniel Biaduń kultywował tradycje, troszczył się o miejsca pamięci narodowej i dbał o to, żeby pamięć o bohaterskich żołnierzach była wiecznie żywa:

- Nie będzie już takiego drugiego człowieka, któremu tak bliskie były tematy ostatniej bitwy wojny obronnej 1939 r. i kleeberczyków. Potrafił poruszyć ziemię i niebo w słusznej sprawie i tak też się stało, kiedy przyszło budować Dom Kultury - Pomnik Czynu Bojowego Kleeberczyków. Dzięki niemu i innym jemu podobnym ludziom udało się wykonać dzieło. Jak mówił Pan Daniel, "dzieło, które po wszystkie czasy winno być miejscem hołdu dla żołnierzy walczących o niepodległość Ojczyzny, a jednocześnie służyć społeczeństwu" - mówi Renata Pawlikowska.

Radny gminny Andrzej Cąkała pana Daniela poznał na organizowanym przez siebie Święcie Kwitnącej Jabłoni w Woli Gułowskiej.

- Pamiętam, że zabrał wtedy głos i w już w pierwszych słowach oświadczył: "Wy, sadownicy, też jesteście twórcami sukcesu budowy Pomnika Czynu Bojowego Kleeberczyków, bo ułamek każdej kwoty za towar sprzedany przez spółdzielnię przekazywano na ten cel". To świetnie pokazuje, że był skromny, nie podkreślał tylko własnych zasług, bo, jak sam mówił, nie chciał "wychodzić przed orkiestrę". Nigdy nie mijał mieszkańców gminy bez słowa, ale słuchał ich, zamiast opowiadać tylko o sobie - wspomina.

Zdaniem radnego, to dzięki temu śp. Daniel Biaduń był specjalistą, a wręcz "profesorem" w załatwianiu wielu spraw.

- Jeśli o coś zabiegał, robił to małymi kroczkami i w wielu miejscach, aż w końcu osiągał cel. Umiał przekonywać do swoich pomysłów i zarażać swoją pasją. Cieszę się, że jeszcze przed śmiercią zdążył przekazać pałeczkę, jeżeli chodzi o kultywowanie pamięci o Kleeberczykach. To wielki testament, który zostawił po sobie. Myślę, że także mojego zaangażowania w kwestie społeczne nie byłoby bez pana Daniela i jego charyzmy. Kiedy wiedziałem, że mam wsparcie duchowe z jego strony, śmielej organizowałem imprezy takie jak obchody 11 listopada w Helenowie - podkreśla Andrzej Cąkała.

Poseł Sławomir Skwarek mówi, że pan Daniel był przyjacielem jego rodziców. Osobiste kontakty obu panów wzmogły się w 2006 r., gdy dzisiejszy parlamentarzysta został wójtem gminy Adamów.

- Chociaż współpracowaliśmy, gdy był już emerytem, to mogę powiedzieć młodym ludziom, że życzę im tak wielu pomysłów i kreatywności. Ciągle miał pomysły, które w życie wcielaliśmy: ja, dyrektor muzeum czy druhowie strażacy. Był znany w całej gminie. Także z powodu tego, że osiągnął mistrzostwo w kontaktach nieformalnych, tzw. "telefonach Daniela" - wspomina.

Poseł dodaje przy tym, że śp. Daniel Biaduń był zwykłym człowiekiem o wielkim sercu dla społeczności lokalnej - zawsze dobrym, pomocnym, oddanym i służącym dobrą radą. To dzięki Danielowi Biaduniowi Sławomir Skwarek poznał żyjących jeszcze ostatnich żołnierzy gen. Kleeberga.

- Pan Daniel zawsze żywo interesował się organizacją i przebiegiem uroczystości poświęconych ostatniej bitwie Kampanii Polskiej 1939 r. Usłyszeć od niego, że impreza była na "5+", to było dla mnie najwyższe uz
nanie - zaznacza.

- Pana Daniela znałem od lat, gdyż był on osobą powszechnie rozpoznawalną ze względu na swoje zaangażowanie w życie społeczne - włącza się do wspomnień Karol Ponikowski, obecny wójt gminy Adamów.

- Nasze relacje zaczęły być częstsze od momentu, kiedy w 2014 r. zostałem dyrektorem Domu Kultury - Pomnika Czynu Bojowego Kleeberczyków w Woli Gułowskiej. Co prawda dzieliła nas różnica dwóch pokoleń, ale połączyła pasja do historii i szacunek do dziejów naszej "małej Ojczyzny" - podkreśla.

Wójt zwraca uwagę, że Danielowi Biaduniowi na sercu leżało nie tylko kultywowanie pamięci o kleeberczykach:

- Zawsze z ogromnym szacunkiem i obowiązkiem odnosił się do miejsc pamięci narodowej. Przykładem jest szczególna troska o mogiłę powstańców styczniowych na Kobylczyku, gdzie wspólnie organizowaliśmy obchody w rocznicę odzyskania niepodległości - dodaje Ponikowski.

Karol Ponikowski przypomina też, że pan Daniel przejawiał ogromne zainteresowanie wszelkimi uroczystościami patriotycznymi, państwowymi i religijnymi. Zawsze można było być pewnym jego obecności na takich wydarzeniach.

- Ale zainteresowany był także bieżącymi sprawami lokalnej społeczności. Zaledwie kilka tygodni temu, jak zawsze zresztą, uczestniczył w zebraniu sołeckim w swojej wsi Turzystwo. Wtedy spotkaliśmy się po raz ostatni - kończy wójt.

- Muszę powiedzieć, że na wieczną wartę odszedł przedstawiciel pokolenia, które zbudowało pamięć o kleeberczykach, jeden z członków honorowego komitetu budowy Pomnika Czynu Bojowego Kleeberczyków. Niech spoczywa w pokoju - mówi Sławomir Skwarek.

Z kolei Karol Ponikowski zaznacza, że pan Daniel zapracował swoim życiem na należny szacunek.

- Człowiek żyje, dopóki o nim pamiętamy - dodaje Renata Pawlikowska.

- Dołóżmy wszelkich starań, żeby pamięć o Danielu Biaduniu, człowieku wybitnym i niepowtarzalnym, nie zaginęła. Niech pamięć o nim żyje w nas! - apeluje.




UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE