Reklama

"Seby" nie zobaczymy w Orlętach

Opublikowano: pt, 18 sty 2019 14:32
Autor: | Zdjęcie: Orleta.Lukow.pl / Wojciech Szczęśniak

"Seby" nie zobaczymy w Orlętach - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Dziewięć sezonów i "stop". Najbardziej doświadczony zawodnik Orląt Łuków postanowił zakończyć przygodę z piłką nożną na czwartoligowym poziomie. Sebastian Matuszewski wiosną nie nałoży ukochanych żółto-czerwonych barw.

Z Sebastianem Matuszewskim, pomocnikiem Orląt Łuków rozmawiał Mateusz Połynka, dziennikarz „Wspólnoty”.

To prawda, że spotkanie Orląt ze Startem Krasnystaw było Twoim ostatnim na czwartoligowym poziomie?

- Dokładnie. Życie zawodowe nie pozwala mi na systematyczne trenowanie, a co za tym idzie, nie daję jakości takiej jakiej bym sobie życzył zespołowi. Trzeba było podjąć taką decyzję. Kiedyś musiałem powiedzieć "stop". Teraz jest odpowiedni moment. Orlęta są w środku stawki w lidze, nic im raczej nie grozi. Ja już nie dam rady. Myślałem, że będę w stanie godzić obowiązki służbowe z pojawianiem się na zajęciach. Na dłuższą metę tak się nie da. Mieszkam i pracuję w Warszawie, a systematyczne jeżdżenie w rodzinne strony było po prostu uciążliwe.

Ale wiesz, że w czwartej lidze dużą rolę odgrywa doświadczenie i nawet przy niewielkim treningu da się grać. Nie myślałeś o tym?

- Spokojnie. Orlęta mają innych zawodników, którzy "pociągną" zespół. Mój udział w wynikach nie był tak duży, jak to miało miejsce w przeszłości.

Dziwnie będzie przyjść na mecz na wiosnę, a Sebastiana Matuszewskiego nie będzie na boisku...

- Każdy kiedyś musi zejść ze sceny. Był Jarek Pieńkus, Piotrek Ozygała, Paweł Grula, Maciek Wryk, Paweł Szlaski. Wszyscy skończyli przygodę z Orlętami i tragedia się nie stała. Podobnie będzie ze mną. Nie byłem i nie jestem gwiazdą. Nikt płakać po mnie nie będzie. Są młodzi, jest komu grać.

Zdajesz sobie sprawę, że Twoje odejście będzie takim znakiem, zakończeniem pewnej ery...

- Życie.

Czujesz się zawodnikiem spełnionym?

- Po części tak, po części nie. Grałem w trzeciej lidze. To już jakieś osiągnięcie, chociaż marzyłem o większych salonach.

Były kiedyś oferty z wyższych klas rozgrywkowych?

- Z Ekstraklasy nikt nie dzwonił (śmiech - przyp. red.).

W Orlętach już nie zagrasz. A jakaś drużyna w Klasie Okręgowej?

- Zobaczymy. Planuję pograć rekreacyjnie, bez większych zobowiązań. Na ten moment o tym nie myślę. Nie zastanawiałem się nad tym. Jest sporo czasu, by podjąć decyzję.

Ostatnie miesiące to ponowne występy Orląt w czwartej lidze...

- Udało się wywalczyć awans z Klasy Okręgowej. Umówmy się, ale miejsce drużyny z Łukowa nie było w stawce tamtych zespołów. Klub ma wielkie tradycje i występy w "Okręgówce" były, łagodnie mówiąc, ujmą. Sezon zaczął się dobrze, bo od wygranej 4:0 z Włodawianką. Później przytrafiła się seria słabszych występów i porażek, ale z teoretycznie lepszymi ekipami. Runda była udana, chociaż zawsze pozostanie niedosyt. Mogliśmy wycisnąć nieco więcej punktów.

Takie dwa momenty, które zostaną w Twojej pamięci na długo?

- Awans do trzeciej ligi z Orlętami. To były piękne chwile. Nawet ostatnie wywalczenie promocji do czwartej ligi. No i w 2007 roku w Łukowie odbyło się pożegnanie Cezarego Kucharskiego na naszym stadionie. Zagraliśmy z Legią Warszawa, która była złożona z zawodników występujących w 1996 roku w barwach "Wojskowych" w Lidze Mistrzów. Za przeciwników mieliśmy takich graczy jak: Maciej Szczęsny, Wojciech Szczęsny, Dariusz Czykier, Krzysztof Ratajczyk, Marek Jóźwiak, Jacek Magiera, Grzegorz Lewandowski, Leszek Pisz, Jacek Bednarz, Jerzy Podbrożny, Marcin Mięciel, Andrzej Kubica, Cezary Kucharski. Przegraliśmy 0:3, ale wynik był sprawą drugorzędną.

Miałeś wtedy 20 lat...

- Miałem okazję zagrać przeciwko znanym piłkarzom, gwiazdom. Byłem blisko zdobycia gola, ale znakomicie spisał się Wojciech Szczęsny. Wtedy był już zawodnikiem Arsenalu Londyn, a obecnie gra w Juventusie Turyn. Złożyłem się do strzału z woleja. Piłka szła w "okienko". Pamiętam, że zagrywał mi Damian Dzido. Wtedy to było dla mnie wielkie przeżycie.

A czego żałujesz?

- Nie mam bladego pojęcia. Był spadek do czwartej ligi, ale było to echo tego, co działo się w klubie.

Na szczęście poważne kontuzje Ciebie omijały...

- Dzięki Bogu tak. Miałem złamane ręce, kostki, ale rehabilitowałem się dwa razy mocniej, by jak najszybciej wrócić do piłki. Do czego co się kocha. Nawet ostatnio myślałem, czy podjąłem dobrą decyzję. Powiedziałem sobie, że muszę mieć jaja i powiedzieć "stop".

Ostatni występ zanotowałeś w meczu ze Startem Krasnystaw. Na własnym boisku nie było Tobie dane zagrać po raz ostatni...

- Spotkanie z Włodawianką zostało przełożone na wiosnę ze względu na złe warunki atmosferyczne. I tak nie mógłbym zagrać. Miałem swoje zobowiązania w szkole.

Wiosną pojawisz się na jakimś meczu?

- Nie da się tak szybko odciąć pępowiny. Jeśli będę miał czas, wrócę.

Może odbędzie się jakieś podziękowanie, pożegnanie?

- Poproszę następne pytanie.




UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE