Reklama

Chaos po Walnym. Co dalej z klubem?

Opublikowano:
Autor: | Zdjęcie: Tomasz Goławski

Chaos po Walnym. Co dalej z klubem? - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Ciąg dalszy chaosu w Orlętach Łuków. Podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Członków klubu nie udało się wybrać Zarządu ani Prezesa tego sportowego stowarzyszenia. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest brak chętnych osób, które zmierzyłyby się z długami klubu. Czy po wznowieniu obrad w poniedziałek 28 stycznia nastąpi jakiś przełom?

43 osoby uczestniczyły w piątkowym Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Członków ŁKS Orlęta Łuków. Obrady rozpoczął wyznaczony przez sąd kurator klubu, Sławomir Rzymowski. Poinformował on m.in. o podjętych przez siebie działaniach oraz o stanie finansów stowarzyszenia.

Rzymowski w roli kuratora pojawił się w ŁKS-ie z końcem lipca ubiegłego roku. Konto bankowe Orląt Łuków odblokowane zostało tydzień później, 6 sierpnia, więc od tego momentu kurator mógł zarządzać finansami klubu i spłacać zobowiązania. Na ten dzień w klubowej kasie było 179 420,50 zł. Natomiast zobowiązania od 1 lutego do 31 lipca 2018 r. wynosiły 169 675,07 zł. We wrześniu pozyskano dwie darowizny na cele statutowe klubu w wysokości 40 tys. zł, a w październiku i listopadzie - również w postaci darowizn - na konto Orląt wpłynęło dodatkowe 50 tysięcy. Były to pieniądze przekazane przez Przedsiębiorstwo Usług i Inżynierii Komunalnej oraz Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Łukowie.

Ponadto jak zakomunikował Sławomir Rzymowski, ubiegły rok Łukowski Klub Sportowy zamknął z wynikiem 29,6 zł na koncie, 76,56 zł w gotówce i z zobowiązaniami w wysokości 79 237,69 zł. Dla porównania na koniec 2017 roku zadłużenie Orląt wynosiło 62 tysiące złotych. Wzrost długów związany jest m.in. z wzrostem wydatków na pierwszą drużynę piłkarską w związku z awansem do IV ligi oraz z powstaniem dwóch dodatkowych sekcji sportowych. Nie bez znaczenia są też opłaty w związkach sportowych, czy ubezpieczenia zawodników.

Gdy na Walnym przyszedł czas na zgłaszanie kandydatów na Prezesa Zarządu sportowego stowarzyszenia, nie było chętnych do podjęcia się tej roli. Zgłoszone wprawdzie zostały dwie kandydatury - Arkadiusza Kaszni i Ireneusza Goławskiego, jednakże nie zdecydowali się oni kandydować na stanowisko szefa łukowskich Orląt. Kasznia swoją decyzję argumentował pełnieniem w chwili obecnej funkcji przewodniczącego Komisji Rewizyjnej klubu, a poproszony o rezygnację z tego stanowiska, nie wyraził entuzjazmu i podziękował za propozycję.

Innych argumentów użył natomiast drugi kandydat na Prezesa, przedsiębiorca Ireneusz Goławski. Zakomunikował on zebranym członkom Orląt, że byłby gotów podjąć się naprawy sytuacji w klubie, gdyby otrzymał dodatkowe wsparcie finansowe od władz miasta.

- Każdy się boi wziąć na siebie odpowiedzialność. Tam jest 100 tysięcy długu. To jest niewdzięczna rola, członkowie klubu niechętnie się garną do pracy w zarządzie. W klubie jest rozgardiasz od wielu lat. Myślę, że najwyższy czas przeciąć ten węzeł gordyjski - mówił w późniejszej rozmowie z mediami Ireneusz Goławski.

- Mamy wiele pomysłów na uzdrowienie sytuacji, ale nie widzę możliwości rozpoczęcia pracy w klubie ze stutysięcznym długiem. W imię czego mam to zrobić? W imię kłótni? Słyszymy w Orlętach o dziwnych fakturach, takich jak tankowanie gazu do samochodu za 500 złotych. Gdybym został prezesem, miałbym możliwość przyjrzenia się tego i poinformowania o nieprawidłowościach opinię publiczną - deklarował mediom kandydat na prezesa.

Przedsiębiorca proponuje, aby na spłatę długu „zrzuciły się” w formie darowizny bądź reklamy miejskie spółki, takie jak PEC i PUiIK. Rzecz w tym, że do wyłożenia pieniędzy nie jest przekonany burmistrz Łukowa Piotr Płudowski.

- Nie mogę jako burmistrz ot tak powiedzieć, że dostaniecie ode mnie „stówę”. To nie są moje pieniądze. Patrząc na historię wydatkowania pieniędzy i atmosferę dzisiejszego spotkania mam obawy, że gdybym nawet wygospodarował dodatkowe 100 tysięcy, to czy załatwią one problem i uzdrowią sytuację w klubie? Mam co do tego olbrzymie obawy - powiedział wywołany do tablicy burmistrz miasta.

- W ubiegłym roku klub skorzystał z miejskiej dotacji w wysokości 290 tys. zł. W międzyczasie znalazła się też „stówa” z miejskich spółek. Klub korzystał też w ubiegłym roku ze wsparcia miasta, polegającego na tym, że zawodnicy mogli trenować m.in. w szkołach. To kolejne tysiące złotych, za które klub nie płacił. Mój poprzednik wyszedł naprzeciw potrzebom klubu, zwiększając chociażby dotację na ten rok - powiedział włodarz miasta w kierunku obecnych na sali członków ŁKS-u.

Stanowisko Piotra Płudowskiego nie przekonało Ireneusza Goławskiego.

- Nie będę ukrywał, że trwały rozmowy przed Walnym. W rozmowach tych rozważaliśmy z częścią obecnych tutaj osób, jak wyjść z długów. Lubię wyzwania, ale nie podejmę się kandydowania. Nie podejmę się bycia prezesem, ponieważ na dzień dobry trzeba będzie spłacić 100 tysięcy złotych zobowiązań. W kasie Miasta jest zabezpieczonych 350 tysięcy na Orlęta. Klub zawsze otrzymuje te pieniądze w trzech ratach. Wyobraźmy sobie, że otrzymujemy te 110 czy 115 tysięcy. Od razu trzeba będzie wszystkie pieniądze oddać. I jak dalej działać? To jest niemożliwe - mówił Ireneusz Goławski do zgromadzonych na sali członków łukowskich Orląt.

Kandydat na prezesa odniósł się też do panującej w klubie atmosfery. Przypomniał burzliwe obrady sprzed roku, gdzie część działaczy zaatakowała słownie ustępującego wówczas z funkcji prezesa Adama Kulika. Z ust Ireneusza Goławskiego „dostało się” też przewodniczącemu Komisji Rewizyjnej Arkadiuszowi Kaszni m.in. za wystąpienia medialne.

- To jest dziadostwo, co robimy. Nie dziwię się burmistrzowi że nie chce wyłożyć 100 tysięcy, choć jego poprzednik znalazł pieniądze by pomóc kuratorowi. „Wpompował” pieniądze do Orląt - powiedział I. Goławski zwracając się jednoznacznie w kierunku Piotra Płudowskiego.

- Owszem poprzednim razem pieniądze zostały przekazane zgodnie z prawem i w sposób formalny, ale nikt nie informował mieszkańców o tej decyzji. To są pieniądze publiczne i nie można nimi - ot tak - wesprzeć jednego konkretnego stowarzyszenia. Orlęta muszą sobie same wewnętrznie poradzić ze swoimi problemami. Dziś i tak mają wsparcie Miasta - skomentował z kolei słowa Ireneusza Goławskiego burmistrz.

- Ta pomoc, którą otrzymujecie od miasta jest naprawdę duża. Korzystacie z dotacji, budynków, terenu i ciągle jest problem. Jak wytłumaczę mieszkańcom, że z jednej strony mogą wzrosnąć rachunki za wodę i ścieki, a z drugiej sto tysięcy idzie do klubu? Nie tego oczekiwali ode mnie wyborcy - skwitował Piotr Płudowski.

Czy piłkarze Orląt Łuków wybiegną w powyższej sytuacji wiosną na boiska, a ciężarowcy będą mogli rywalizować w Drużynowych Mistrzostwach Polski? Z powodu impasu w dyskusji i braku chętnych na stanowisko prezesa ŁKS-u, padło pytanie do kuratora o ewentualny scenariusz wydarzeń. Sławomir Rzymowski nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć, jak będą wyglądały sekcje klubu za kilka tygodni, więc zaproponowano, aby zawiesić obrady Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Członków Klubu i wrócić do rozmów w poniedziałek 28 stycznia. Obrady mają być wznowione w sali konferencyjnej Urzędu Miasta o godz. 17, ale czy przyniosą przełom w Orlętach?




UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE