Nóż w szyi Marka
Policjanci zastali na miejscu zdarzenia, w domu jednorodzinnym przy ul. Zimna Woda w Łukowie, 61-letniego mężczyznę, który nie dawał oznak życia. Poszkodowany, Marek J., miał wbity w szyję nóż. Zatrzymano Jerzego B., gospodarza. Obaj mężczyźni, zarówno pokrzywdzony, jak i zatrzymany, tuż przed zdarzeniem wspólnie pili alkohol. Do tragedii doszło 11 stycznia ub.r.
Obaj byli kolejarzami. Jerzy B. i zmarły Marek J. byli kolegami, pracowali razem około 40 lat, do tego znali się od szkoły średniej.
Jerzego B. oskarżono o zabójstwo. Sprawę rozstrzygał Sąd Okręgowy w Siedlcach. Wyrok ogłoszono na początku czerwca ub.r. Mężczyzna został uznany za winnego popełnienia zabójstwa i skazany za to na najniższą przewidzianą Kodeksem karnym karę za taki czyn - dziesięć lat pozbawienia wolności. Na rzecz dwóch oskarżycielek posiłkowych, żony i córki Marka J., zasądzono po 200 tys. zł zadośćuczynienia. Na poczet kary Jerzemu B. zaliczono niespełna półroczny pobyt w areszcie.
Upojenie patologiczne? Zespół Otella?
Od tego wyroku wpłynęły apelacje: obrońcy oskarżonego Jerzego B. i pełnomocnika oskarżycielek posiłkowych (żony i córki ofiary).
Proces Jerzego B. przed Sądem Apelacyjnym w Lublinie ruszył w grudniu ub.r. Sąd zakomunikował wówczas, że z urzędu wystąpi do biegłych, które przygotowały w tej sprawie opinię sądowo-psychiatryczną, w której oceniany był stan psychiczny Jerzego B. Sąd chciał poszerzenia tej opinii.
Na ostatniej rozprawie, 17 marca, sąd poprzez wideo-połączenie skontaktował się z biegłymi, by można było im zadać jeszcze kilka dotatkowych pytań.
Specjalistki stwierdziły kategorycznie: u oskarżonego nie ma choroby psychicznej, zaburzeń psychicznych - znajdował się w stanie prostego upojenia alkoholowego, w związku z tym miał zachowaną zdolność rozpoznania swojego czynu, jak i pokierowania swoim postępowaniem.
Obrońca oskarżonego dopytywał o ewentualny motyw zazdrości, a konkretnie - czy przypadkiem u Jerzego B. nie wystąpił Zespół Otella (zaburzenie urojeniowe, często alkoholowe, cechujące się patologiczną, bezpodstawną zazdrością i obsesyjnym podejrzeniem o niewierność partnera - przyp. red.). Z zebranych dowodów wynikało, że w przeszłości mężczyzna przejawiał zazdrość wobec żony, a nawet miał stosować w związku z tym groźby.
Brałyśmy to pod uwagę, pytałyśmy o to opiniowanego w trakcie badania. Potwierdził, że mówił takie słowa, ale bez celu realizacji. Słowa te nie miały charakteru urojeniowych, nie sprawdzał żony, nie śledził jej
- stwierdziła jedna z biegłych.
Obrońca Jerzego B. domagał się powołania nowego zespołu biegłych do oceny stanu psychicznego oskarżonego. Sąd się na to nie zgodził.
Obrona: Oskarżony nie miał motywu
W mowie końcowej obrońca oskarżonego przekonywał, że nie ma dowodów na to, by Jerzy B. działał z zamiarem zabójstwa kolegi.
Byli przyjaciółmi, trudno mówić o zamiarze. Tam był tylko jeden cios. Nie wiadomo, jak do tego doszło. Szyja to newralgiczne miejsce i nie musiał być to cios o dużej sile. Oskarżony nie miał motywu, by pozbawiać życia Marka J. Można przypuszczać, że doszło do przypadkowego działania
- przekonywał mecenas Grzegorz Krawczyk.
Zdaniem obrony, 61-latek powinien zostać osądzony nie za zabójstwo, a za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu pokrzywdzonego, którego skutkiem była jego śmierć. Za taki czyn grozi od pięciu lat pozbawienia. Kolejna sprawa, zdaniem obrony, to orzeczenie "rażąco wysokiego zadośćuczynienia" na rzecz oskarżycielek posiłkowych. Ewentualnie obrona oczekuje uchylenia wyroku z przekazaniem sprawy do ponownego rozpoznania.
Oskarżony: To był mój najlepszy kolega
Najbliższe ofiary domagają się dla Jerzego B. surowszego wyroku - wymierzenia oskarżonemu 15 lat pozbawienia wolności.
Taka kara spełni swoje cele. Dziesięć lat to za mało, a wręcz jest to rażąco niska kara. Wysokość zadośćuczynienia wynika z orzecznictwa zapadającego w podobnych sprawach i jest adekwatna do sprawy
- odpierał adwokat Grzegorz Pałaszewski, pełnomocnik oskarżycielek posiłkowych.
Zmiany wyroku nie chce prokurator.
Chciałem przeprosić. Wiem, co zrobiłem. Żałuję tego, od dnia, w którym to się stało
- powiedział w ostatnim słowie Jerzy B.
Nie byłem świadomy tego, co robię. To był mój najlepszy kolega, czuję ogromną skruchę. Nie zapraszałem go, sam się wpraszał. Obaj się upiliśmy. Nie wiem, czy ktoś za dużo powiedział... Ja nikogo nie skrzywdziłem w życiu, nigdy nie byłem karany
- dodał 61-latek.
Wyrok zostanie ogłoszony 25 marca.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.