reklama

Tomasz Ogrodnik oddał niemal 95 litrów krwi i od ponad trzech dekad niestrudzenie pomaga innym. "Pomaganie to coś, co naprawdę daje sens życia"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Tomasz Ogrodnik oddał niemal 95 litrów krwi i od ponad trzech dekad niestrudzenie pomaga innym. "Pomaganie to coś, co naprawdę daje sens życia" - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Informacje łukowskieTomasz Ogrodnik - 50-letni mieszkaniec Puław, pochodzący ze Stanina od ponad trzydziestu lat regularnie oddaje krew i zachęca do tego setki innych osób.
reklama

Na jego koncie znajduje się już niemal 95 litrów oddanej krwi, co w przeliczeniu na uratowane istnienia oznacza pomoc dla kilku tysięcy pacjentów wymagających transfuzji w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia, a wynik ten stawia go w gronie najbardziej zasłużonych honorowych dawców krwi w całym województwie lubelskim.

Choć dziś jest znanym społecznikiem, prezesem Klubu Honorowych Dawców Krwi "Dar Życia" przy Grupie Azoty Zakładach Azotowych Puławy oraz byłym prezesem ogólnopolskiego Stowarzyszenia Honorowych Dawców Krwi Rzeczypospolitej Polskiej, początki jego drogi z krwiodawstwem były niezwykle skromne i zupełnie spontaniczne.

Zamiast do szkoły - do punktu krwiodawstwa
Jak wspomina Tomasz Ogrodnik, wszystko zaczęło się w czasach szkolnych, kiedy to w dniu planowanej klasówki semestralnej z języka polskiego postanowił, zamiast do szkoły, pojechać do szpitala w Łukowie, gdzie po raz pierwszy przekroczył próg punktu krwiodawstwa.

reklama

- To był impuls, który w tamtym momencie wydawał się drobny i niewiele znaczący, a okazał się początkiem drogi na całe życie. Już wcześniej myślałem o oddawaniu krwi, ale brakowało mi odwagi i jakiegoś bodźca, a wtedy po prostu wsiadłem w autobus i pojechałem do szpitala - opowiada.

Pierwsza wizyta w punkcie krwiodawstwa zapadła mu głęboko w pamięć, nie tylko ze względu na sam fakt oddania krwi, ale również przez atmosferę i emocje, które mu towarzyszyły. - Kiedy pani powiedziała do mnie "niech pan usiądzie", byłem bardzo dumny, bo to było pierwsze "na pan" w moim życiu. Siedziało się wtedy na niewygodnym krześle, rękę wkładało przez szybę, a krew spływała do pojemnika. Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej - wspomina.

Po oddaniu pierwszych 450 mililitrów krwi wyszedł ze szpitala z poczuciem, że zrobił coś naprawdę ważnego, a uczucie satysfakcji i świadomości pomocy drugiemu człowiekowi sprawiły, że bardzo szybko postanowił wracać do punktu krwiodawstwa regularnie.

reklama

- Oddawanie krwi nie uzależnia w sensie fizycznym, jak czasem ludzie mówią, ale uzależnia od pomagania i od tego uczucia, że zrobiło się coś dobrego dla kogoś zupełnie obcego - podkreśla.

Przez kolejne lata Tomasz Ogrodnik systematycznie oddawał krew, nie ograniczając się jedynie do krwi pełnej, ale reagując także na potrzeby dotyczące osocza oraz płytek krwi, które są szczególnie ważne w leczeniu pacjentów onkologicznych czy po ciężkich operacjach.

- Zawsze starałem się oddać to, na co w danym momencie było największe zapotrzebowanie - mówi.

Z czasem  naturalnym krokiem stało się zachęcanie innych do włączania się w ruch honorowego krwiodawstwa.

Prężny "Dar Życia"
W Puławach powstał Klub HDK "Dar Życia", który szybko stał się jednym z najprężniej działających w regionie, a sam Ogrodnik objął funkcję prezesa, koordynując nie tylko działalność klubu, ale również organizację dużych, regularnych akcji poboru krwi.

reklama

Szczególnie przełomowy okazał się rok 2015, kiedy zorganizowano pierwszą akcję krwiodawstwa przy Zakładach Azotowych Puławy. - Na początku przyszło zaledwie siedem osób i tylko kilka z nich oddało krew, ale wiedzieliśmy, że to dopiero początek - wspomina.

Z roku na rok liczba chętnych rosła, a wraz z nią rosła też skala organizowanych wydarzeń. Początkowo odbywały się dwie akcje w roku, później cztery, aż w końcu ustalił się rytm jednej akcji co dwa miesiące, co w praktyce oznaczało sześć dużych wydarzeń w ciągu roku.

Przed pandemią zainteresowanie było tak ogromne, że pojedynczy krwiobus nie był w stanie obsłużyć wszystkich chętnych, dlatego w jednym miejscu zaczęły pojawiać się nawet dwa autobusy do poboru krwi jednocześnie.

W kolejnych latach, dzięki współpracy z zarządem Zakładów Azotowych Puławy, akcje przeniesiono do przestronnej sali konferencyjnej, co znacznie poprawiło komfort zarówno dawców, jak i personelu medycznego.

reklama

Równocześnie rozpoczęto intensywną promocję wydarzeń w mediach społecznościowych, lokalnych portalach informacyjnych oraz poprzez plakaty rozwieszane w mieście. - Na początku wielu mieszkańców myślało, że akcje są tylko dla pracowników zakładów, ale szybko zaczęliśmy to prostować i zapraszać wszystkich - tłumaczy Ogrodnik.

Dziś w jednej akcji uczestniczy średnio od stu do stu dziesięciu osób, co czyni wydarzenia organizowane przez Klub "Dar Życia" jednymi z największych w województwie lubelskim.

Atmosfera podczas akcji daleka jest od szpitalnej surowości. Od kilku lat wydarzenia wspiera Koło Gospodyń Wiejskich z Góry Puławskiej, które przygotowuje domowe wypieki i ciepłe posiłki dla krwiodawców, a lokalne firmy dokładają drobne upominki i poczęstunki. - To wszystko buduje klimat i sprawia, że ludzie chętnie wracają, ale najważniejsza jest świadomość, że realnie pomagamy - dodaje.

Jak podkreśla, nie ma nic bardziej budującego niż widok uśmiechniętych ludzi schodzących z fotela po oddaniu krwi. - Każdy wie, że jedna jednostka krwi może uratować trzy życia, i to daje ogromną satysfakcję - dodaje.

Tomasz Ogrodnik wielokrotnie podkreśla również znaczenie samowystarczalności Polski w zakresie zapasów krwi. - Chodzi o to, żeby nigdy nie zabrakło krwi dla pacjentów i żebyśmy nie musieli jej sprowadzać z zagranicy - mówi.

Krew można oddać nawet sześć razy w roku
Dużą część swojej działalności poświęca także edukowaniu ludzi na temat zasad oddawania krwi oraz przeciwwskazań. Wyjaśnia, że zdrowi mężczyźni mogą oddawać krew do sześciu razy w roku, a kobiety do czterech, przypominając jednocześnie o konieczności nawodnienia organizmu, zjedzenia lekkiego posiłku oraz unikania alkoholu przed donacją. Opowiada również o czasowych wykluczeniach po tatuażach czy zagranicznych podróżach oraz o stałych przeciwwskazaniach zdrowotnych.

W trakcie setek akcji widział wiele różnych sytuacji, od stresu pierwszorazowych dawców po sporadyczne omdlenia. - Najczęściej zdarzają się u osób, które przyszły na czczo albo bardzo się denerwują - wyjaśnia.

Jedna z takich sytuacji zapadła mu szczególnie w pamięć, gdy kobieta po zobaczeniu worka z krwią straciła przytomność, a później przyznała, że nic nie jadła i długo czekała w kolejce. Podkreśla jednak, że dziś większość krwiodawców jest dobrze przygotowana, a warunki oddawania krwi są na bardzo wysokim poziomie. - To niebo a ziemia w porównaniu z tym, co było kiedyś - mówi.

Poza krwiodawstwem Tomasz Ogrodnik angażuje się również w inne formy pomocy, m.in. w wolontariat zagraniczny. Kilka lat temu wyjechał do Gruzji, gdzie wraz z innymi wolontariuszami pomagał w wykańczaniu ośrodka dla osób niepełnosprawnych w Tbilisi, co było kolejnym ważnym doświadczeniem życiowym.

Przez dwie kadencje zasiadał również w Krajowej Radzie do spraw Krwiodawstwa przy Ministerstwie Zdrowia, gdzie mógł poznać system krwiodawstwa "od środka" i brać udział w konsultacjach dotyczących jego funkcjonowania.

Mimo upływu lat i ogromnego dorobku Tomasz Ogrodnik nie myśli o zakończeniu swojej działalności. - Dopóki zdrowie pozwoli, będę oddawał krew i zachęcał innych - deklaruje.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo