- Pani Bożeno, dlaczego warto zapisać się do szkoły rodzenia?
- Powiem tak - warto. Dlatego warto? Ponieważ pacjentka w ciąży ma dużo obaw, pytań, wątpliwości i ważne jest, żeby trafiła na kogoś, kto będzie się nią opiekował w tej ciąży. Wiadomo, że jest ginekolog, ale oprócz niego, kobieta potrzebuje położnej, która przygotuje ją do porodu: rozwieje wątpliwości, utwierdzi ją w przekonaniu, że da radę, że urodzi. Wytłumaczy jej, na czym polega poród naturalny i przygotowanie do tego porodu, na czym polega cięcie cesarskie, cięcie cesarskie na życzenie, z czego też korzystają pacjentki. Podczas zajęć w Szkole Rodzenia przygotowuję przyszłe mamy do pielęgnacji noworodka, do karmienia piersią. I to jest bardzo ważne.
- Kiedy najlepiej rozpocząć zajęcia w Szkole Rodzenia?
- Po połowie ciąży, czyli po 20. tygodniu ciąży. Wtedy pacjentka albo zgłasza się do nas osobiście do przychodni, albo kontaktuje się bezpośrednio ze mną i umawiamy się. Może korzystać z zajęć grupowych, z indywidualnych, a także prywatnych, jeśli nie należy do naszej przychodni. Jeżeli przyszła mama jest pacjentką przychodni "Kolejarz", to otrzymuje gratisowo te wszystkie zajęcia, czyli ma położną w czasie ciąży i po porodzie. Jeżeli kobieta nie jest naszą pacjentką, może te usługi otrzymać odpłatnie.
- Czy Szkoła Rodzenia jest tylko dla kobiet rodzących pierwszy raz?
- Nie! Każdy poród jest inny i pacjentka, nawet gdy już rodziła i przeżywała jakąś traumę po porodzie, to chętnie przyjdzie do Szkoły Rodzenia, bo chciałaby ten poród przeżyć inaczej. Mam dwie pacjentki, które po raz drugi są w ciąży. Jedna w czasie pierwszej ciąży chodziła do innej szkoły rodzenia, a teraz przyszła do nas i mówi, że jest zadowolona. Chce się przygotować także do drugiego porodu.
- Jak wyglądają typowe zajęcia w Szkole Rodzenia?
- Zajęcia odbywają się z reguły w grupach, program zajęć przedstawiam na pierwszym spotkaniu. Przede wszystkim korzystam ze swojego doświadczenia zawodowego, gdyż nadal pracuję w szpitalu. Przekazuję przyszłym mamom dużo praktycznej wiedzy, którą mogą wykorzystać dla siebie i swojego dziecka.
- A liczyła Pani kiedyś, ile porodów Pani przyjęła?
- Trudno powiedzieć, ile. Na pewno dużo, bywało, że na dyżurze rodziło się siedmioro, dziewięcioro dzieci. Najbardziej widać to wtedy, kiedy pacjentki, spotykając się ze mną np. na ulicy, przedstawiają mnie dzieciom jako położną i mówią, że "to ta pani pomogła Ci przyjść na świat". Miło jest to usłyszeć, to jest wielka satysfakcja z naszej pracy.
- Czy mąż/partner kobiety powinien uczestniczyć w zajęciach Szkoły Rodzenia?
- Jeśli panowie mają możliwość, to od początku mogą przychodzić na zajęcia. Wszystkie pacjentki chcą, żeby na pewno byli obecni, gdy omawiamy i ćwiczymy opiekę nad noworodkiem. Chcą, żeby mąż brał udział w nauce kąpieli i innych czynności przy maluchu. Mężczyźni przychodzą i ćwiczą.
- Czy panowie chętnie towarzyszą żonom/partnerkom przy porodach?
- W szpitalu w Siedlcach, gdzie pracuję już kilka lat, ostatnio nie ma porodu bez męża/partnera. Tam ojciec może uczestniczyć w porodzie nawet podczas cięcia cesarskiego. Po cesarskim cięciu dostaje noworodka na swoje ciało i zanim mama wróci na salę, to tata już kanguruje swoje dziecko (od red.: "Kangurowanie" to metoda wczesnej opieki nad noworodkiem polegająca na bezpośrednim kontakcie "skóra do skóry"; nagie dziecko układa się na odsłoniętej klatce piersiowej rodzica, ma to na celu zapewnienie noworodkowi poczucia bezpieczeństwa, stabilizację jego funkcji życiowych - oddech, temperatura, tętno - oraz budowanie więzi emocjonalnej z rodzicami).
- Wspólne porody par zaczęły być popularne w Polsce około 30 lat temu. Jak Pani ocenia, czy dzisiaj panowie są bardziej przygotowani do uczestniczenia w porodzie, niż wtedy?
- Już w tamtych czasach działały szkoły rodzenia i niektórzy panowie się przygotowywali, więc to zależy od nastawienia i możliwości ojca. Dzisiaj ojcowie nie są tacy przestraszeni, oni autentycznie wspierają rodzące. W szkole rodzenia mówimy im, jaka jest ich rola. Ważne, że mąż/partner przy kobiecie jest, trzyma ją za rękę, podaje jej wodę, pomoże pójść do łazienki. Są pozycje przydatne do łagodzeniu bólu, gdzie pacjentka może oprzeć o niego. Widzę duży postęp, jeśli chodzi o obecność mężczyzn przy porodzie. Pacjentki, rodząc z bliską osobą, czują się pewniej, bardziej komfortowo.
- A jak panowie się sprawdzają? Krążą opowieści, że wielu mdleje podczas porodu...
- W czasie mojej pracy tylko jeden pan zemdlał wtedy, gdy miał przeciąć pępowinę. Więc w tych opowieściach o mdlejących ojcach jest wiele przesady. Mężowie przy porodzie się sprawdzają. Ja ich uczulam, jak mają pomagać pacjentkom w rozluźnianiu. Bo one są tak spięte, tak się boją tego bólu, że nie potrafią się rozluźnić pomiędzy skurczami. Tutaj wielką rolę spełnia mąż/partner, który po każdym skurczu przypomina o rozluźnianiu.
- Jakie panowie mają refleksje po wspólnym porodzie?
- Najpierw razem z żoną/partnerką czekają na to wielkie wydarzenie. To jest wspólne przeżycie dla obojga, to ich bardzo łączy. Ona rodzi, on przecina pępowinę. Często widzę u ojców łzy wzruszenia, kiedy rodzi się dziecko. Jest radość, ale też współczucie i szacunek dla żony/partnerki. Niedawno mąż pacjentki, który towarzyszył jej przy porodzie, powiedział mi: "Wie pani, ja dopiero teraz zrozumiałem, ile moja mama wycierpiała, jak mnie rodziła. A ja nie zawsze byłem dla niej miły, nie zawsze dobrze się do niej odzywałem...". Zrozumiał, co to znaczy urodzić dziecko.
- Jakie są najczęstsze obawy przyszłych mam?
- Kiedy pytam pacjentki, jakie mają obawy, to najczęściej mówią: "ból porodowy" i "opieka nad noworodkiem". Na ból porodowy możemy się przygotować. Ważne, żeby pacjentka była świadoma, co po kolei będzie się działo z jej ciałem i na czym to polega. Tłumaczę, że to jest dla niej zadanie do wykonania. Uczę, jak współpracować z tym bólem i jak się zachować, żeby pomóc sobie w bólu. Przygotowujemy pacjentkę, żeby wiedziała, na jakim etapie może się spodziewać skurczów jeszcze łagodnych, a na jakim etapie skurcze są tak mocne, że wiemy, że niedługo urodzi się dziecko.
- Czy szkoła rodzenia pomaga oswoić lęk przed porodem?
- Na pewno po szkole rodzenia kobiety czują się pewniej, mają z tyłu głowy to przygotowanie. Nie wszystkie potem umieją to zastosować, bo trzeba jeszcze dobrej położnej z boku, która by ją też poprowadziła przez ten poród. Na zajęciach omawiamy naturalne metody łagodzenia bólu, np. piłkę, techniki oddechowe, różne pozycje, prysznic, zanurzenie się w wodzie. W szpitalu w Siedlcach mamy np. porody w wannie. Rozmawiamy także, kiedy skorzystać ze znieczulenia zewnątrzoponowego. Ale najpierw przygotowujemy mamy i zachęcamy je, żeby skorzystały z naturalnych metod. Pacjentki, jak dobrze się przygotują do porodu, to czasami nie muszą korzystać ze znieczulenia zewnątrzoponowego. Rodzące po raz pierwszy nie wiedzą, jak się zachowają w tym bólu. Trudno im od razu powiedzieć, że na pewno nie skorzystają ze znieczulenia. Mówimy im, że jeśli w planie porodu zaznaczą, że chcą stosować techniki naturalne, a w trakcie uznają, że nie radzą sobie z bólem, że to już ponad ich siły, to mogą wtedy zmienić plan porodu i poprosić o znieczulenie zewnątrzoponowe. I wtedy wszyscy to rozumieją.
- Czy szkoła rodzenia uczy także opieki nad noworodkiem i karmienia piersią?
- Mamy lalkę noworodka, wanienkę. Pokazujemy cały ten proces - jak trzymać dziecko, jak przewijać. Pacjentka z mężem przyglądają się i potem sami to wykonują. Na karmienie piersią też kładziemy duży nacisk. Pokazuję wszystkie pozycje, jakie pacjentka może przyjmować podczas karmienia. Omawiamy zalety karmienia piersią, problemy z laktacją, nawały pokarmu, stany zapalne piersi i problemy po porodzie. Mówimy też o brodawkach, budowie piersi, przebiegu kanalików i o tym, jak pacjentka powinna trzymać pierś, żeby ich nie blokować. Jak noskiem dziecka dotknąć brodawki, żeby dziecko otworzyło buzię i chwyciło brodawkę. W szpitalu położna pomaga pacjentce przy karmieniu, a później podczas wizyty patronażowej jeszcze w domu.
- A jeśli chodzi o opiekę nad noworodkiem, czy na przestrzeni lat spostrzega Pani zamiany w zaangażowaniu panów w tym temacie?
- Tak, na przykład, kiedy mam wizyty patronażowe już po porodzie, to ci mężowie chcą być obecni i chętnie słuchają. Pytają, kiedy przyjdę następny raz, "bo ja będę już pracował i chciałbym, żeby pani była w tym czasie, kiedy ja będę w domu". Także oni są głodni wiedzy, bardzo wspierają te kobiety, naprawdę.
- Położna, jak widać, ma wiele zadań - dba o zdrowie, uczy, daje kobietom poczucie bezpieczeństwa w czasie porodu i w pierwszym okresie bycia matką.
- Właśnie to jest nasza rola. A jeżeli położna na oddziale nie ma czasu, bo ma dużo pacjentek, to jest położna środowiskowa, która przyjdzie do domu i utwierdzi kobietę w przekonaniu, że sobie poradzi, że jest dobrą mamą, wspaniałą kobietą i zrobiła wszystko, żeby dobrze urodzić dziecko. Bo to, jak kobieta przeżyła poród, może sprawić, że uwierzy w siebie, albo będzie momentem, który ją zdołuje i podetnie jej skrzydła. Każdy poród to jest niepowtarzalne wydarzenie w życiu. Tego się nie zmieni, więc trzeba się do tego naprawdę dobrze przygotować.
- Czy Pani lubi swoją pracę? Czy kiedykolwiek żałowała Pani, że wybrała taki zawód?
- Nigdy nie żałowałam, że zostałam położną i na pewno tego zawodu nie zamieniłabym na inny. Ja mogłabym już nie pracować, jestem na emeryturze. Ale pomyślałam sobie, że jeszcze mogę wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie, żeby kobietom pomóc. Moja babcia była położną - akuszerką. I moja córka jest położną. Córka mówi do mnie tak: "Mamo, ja pamiętam, że jak przychodziłaś z dyżuru, to ty nigdy nie narzekałaś, że jesteś zmęczona, że było dużo pracy, tylko zawsze opowiadałaś pięknie o swoim zawodzie. I to było tym moim punktem odniesienia, że ja bym chciała tak samo, jak ty". I została położną.
- Jaki moment w pracy położnej daje Pani największą satysfakcję?
- Ja zawsze jestem zadowolona, że mogłam komuś pomóc. Mogę uczestniczyć w takim wydarzeniu, gdzie wszyscy się cieszą. Bo poród to jest taki cud narodzin. Wspaniale móc doświadczać tego cudu, tego nowego życia. Są trudne sytuacje, bo są też trudne porody i traumatyczne porody. I też trzeba potem pacjentkę wspierać. Ale w większości uczestniczy się w tym cudzie narodzin. Bo ja to powiem wprost - to jest cud.
Położne to są wyjątkowe kobiety, które mają tę empatię i tę cierpliwość. Wiedzą, jak zmniejszać u rodzących lęk, jak podejść do pacjentki i kiedy jej pomóc. Jak ją wspierać, co powiedzieć. To jest po prostu coś pięknego. I to trzeba naprawdę lubić. Bo tutaj nie można oszukać. Dzisiaj zachęcałabym wszystkie pacjentki, żeby dopóki jeszcze jest możliwość, skorzystały z profesjonalnej opieki położnej, która dobrze przygotuje je do porodu. Bo ja się obawiam, że tych położnych może być z czasem coraz mniej.


Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.