Zmiana na tym stanowisku była wówczas jednym z bardziej komentowanych wydarzeń w łukowskim samorządzie. Sprawa odejścia managera oraz jego rozliczeń finansowych pozostaje przedmiotem dalszych sporów i wróciła do publicznej dyskusji podczas sesji absolutoryjnej rady powiatu, na której radni zatwierdzili sprawozdanie z działalności przewoźnika.
Temat powrócił podczas ostatniej sesji absolutoryjnej rady powiatu, w trakcie której radni procedowali i ostatecznie zatwierdzili sprawozdanie z działalności przewoźnika za 2025 rok zakończony 300 -tysięczną stratą. Spółka nie odrobiła pod koniec roku całej wakacyjnej straty (jak było za poprzedniego managera) - we wrześniu było 650 tys. zł na minusie. W dyskusji pojawiły się pytania dotyczące stanu rozliczeń z byłym prezesem spółki.
Zanim od września ubiegłego roku stery w PKS przejął Jarosław Siedlanowski, w lipcu i sierpniu spółką kierował Ryszard Szczygieł, który wcześniej pełnił funkcję przewodniczącego rady nadzorczej. Jak przypomina, rada nadzorcza miała wówczas ustalić, że były prezes otrzymywał pensję zawyżoną o około 11 tys. zł miesięcznie, niż wynikałoby to z obowiązujących zasad w tego typu podmiotach gospodarczych. PKS wystąpił wobec Tomasza Madonia z roszczeniem o zwrot około 150 tys. zł, określanych jako nienależnie pobrane wynagrodzenie. Były prezes nie zwrócił środków, deklarując jednocześnie, że uczyni to w przypadku prawomocnego rozstrzygnięcia sądu. Postępowanie cywilne w tej sprawie nadal się toczy.
Tomasz Madoń konsekwentnie twierdzi, że wszystkie decyzje dotyczące jego wynagrodzenia były zgodne z prawem i obowiązującymi regulacjami. – Sprawa cywilna jest w toku i zgodnie z sugestią mojego pełnomocnika nie będę wypowiadał się przed zakończeniem postępowania. Jedyne, co mogę powiedzieć, to że nadal utrzymuję, iż z mojej strony wszystko odbywało się zgodnie z prawem – przekazał były prezes w rozmowie ze "Wspólnotą".
Wyjaśnień w sprawie nadal domaga się radny Lucjan Szekalis, który podkreśla, że nie ma poczucia, iż wszystkie kwestie zostały w pełni wyjaśnione. Oczekiwał dodatkowych informacji dotyczących rzekomo błędnej – jak określa to starosta – interpretacji radcy prawnego w zakresie zasad obliczania wynagrodzenia prezesa. Starosta Dariusz Szustek miał wskazywać, że prawnik obsługujący zarówno starostwo, jak i spółkę, wprowadził zarząd powiatu w błąd swoją analizą, która posłużyła następnie jako podstawa do ustalania wynagrodzenia.
Radny Szekalis utrzymuje, że mimo kierowanych wniosków o udostępnienie informacji publicznej nie uzyskał pełnych wyjaśnień w tej sprawie. W związku z tym skierował sprawę na drogę sądową. Spór o dokumenty, interpretacje i odpowiedzialność za przyjęte rozwiązania pozostaje więc otwarty i – jak wynika z deklaracji stron – będzie miał dalszy ciąg przed sądem.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.