reklama

Oskarżony o usiłowanie zabójstwa swojej byłej. Obrona: Nie każde duszenie powoduje śmierć [ZDJĘCIA]

Opublikowano:
Autor:

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Informacje łukowskieZaatakował byłą partnerkę, zaczął ją dusić, a potem chwycił za nóż. - Moim celem było zastraszenie jej, skrzywdzenie w jakiś sposób - przekonuje przed sądem apelacyjnym Sylwester S., a jego obrońca dowodzi, że nie może tu być mowy o usiłowaniu zabójstwa. Wkrótce ma zostać ogłoszony prawomocny wyrok.
reklama

Ze zgłoszenia wynikało, że w mieszkaniu leży martwa kobieta

Kara dla Sylwestra S. to 11 lat pozbawienia wolności. Tak w ub.r. orzekł Sąd Okręgowy w Siedlcach, który uznał 28-latka za winnego usiłowania zabójstwa byłej partnerki i złamania zakazu zbliżania się do niej. Do tego oskarżonemu nakazał wypłacenie 30 tys. zł nawiązki na rzecz pokrzywdzonej i ustanowił mu 10-letni zakaz zbliżania się do kobiety. 

To konsekwencje zdarzenia z 3 października 2024 roku, do którego doszło w mieszkaniu jednego z bloków przy ul. Browarnej w Łukowie. Jak podawała policja, ze zgłoszenia na numer alarmowy wynikało, że w mieszkaniu leży martwa 23-letnia kobieta, która została najprawdopodobniej uduszona. Mundurowi informowali, że w mieszkaniu zastali nieprzytomną, niedającą oznak życia młodą kobietę - pokrzywdzonej udzielono pomocy, została przewieziona do szpitala i ostatecznie jej życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo.

reklama

Sprawcą tego ataku był Sylwester S., były partner kobiety. Mężczyzna uciekł z miejsca zdarzenia, ale policjantom namierzenie go zajęło kilkadziesiąt minut. Funkcjonariusze odnaleźli 28-latka ukrywającego się w miejscowości oddalonej o kilka kilometrów od Łukowa. Był nietrzeźwy.

Oskarżony: Czułem ciepło jej oddechu

Po apelacjach sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Lublinie. Proces został przeprowadzony we wtorek, 7 kwietnia.

Wyjaśnienia złożył Sylwester S., który został doprowadzony do sali rozpraw z aresztu. Był ubrany w więzienny drelich, ręce i nogi miał skute kajdankami. Pilnowało go dwóch policjantów. Szedł spokojnym krokiem, przed wejściem do sali rozpraw przywitał się jeszcze z adwokatem.

reklama

Mężczyzna na swój wniosek przedstawił swoją wersję przebiegu zdarzenia i odpowiedział na kilka pytań sędzi Moniki Pawłowskiej. Jak opisał, feralnego dnia chciał się spotkać ze swoimi dziećmi, i choć jego była partnerka nie wyrażała na to zgody, to miała dobrowolnie wpuścić go do mieszkania. Dzieci w czasie zdarzenia miały spać. 

Powiedziałem jej, że chciałbym wziąć dzieci do siebie na weekend, bo mam do tego pełne prawo. Zaczęła śmiać mi się w twarz. Nazwała mnie frajerem i oznajmiła, że kogoś ma i ten ktoś się bawi z moimi dziećmi. I ja już nie będę mógł tego robić. Bardzo zabolały mnie te słowa, nie potrafiłem zapanować nad swoimi emocjami

- mówił Sylwester S. 

reklama

Następnie mężczyzna miał chwycić pokrzywdzoną za szyję, przewrócić na łóżko, przydusić własnym ciałem. 

Wyrywała się, próbowała wstać, ale nie wstała. "Odpłynęła". Wykazywała wszystkie funkcje życiowe, miała puls i oddech. Udałem się do kuchni, wziąłem nóż kuchenny. Wróciłem do pokoju, pochyliłem się nad nią. Czułem ciepło jej oddechu. Przyłożyłem nóż do szyi, tam, gdzie miała później ranę

- opisywał oskarżony. 

Na polecenie sędzi wziął długopis i pokazał, w jaki sposób przejechał nożem po szyi kobiety. Twierdzi, że rana to właściwie efekt drżenia jego rąk, a nie zadania ciosu. Wychodząc z mieszkania zadzwonił pod numer alarmowy. Jego zgłoszenie było dramatyczne. 

reklama

Dzwoniąc na numer alarmowy wyolbrzymiłem podcięcie gardła, nie pamiętam, czy powiedziałem o poderżnięciu. Ale to tylko dlatego, by jak najszybciej przyjechała pomoc. Dodałem, że udusiłem pokrzywdzoną. Mówiąc te słowa, miałem na myśli, że spowodowałem utratę jej przytomności, a nie uduszenie kogoś na śmierć

- przekonywał sąd Sylwester S.

Pokrzywdzona miała liczne obrażenia twarzy i głowy. Oskarżony przyznał, że uderzył ją raz, już gdy straciła przytomność. Nie był w stanie wyjaśnić, skąd wzięła się większość z tych obrażeń. 

Moim celem było zastraszenie jej, skrzywdzenie w jakiś sposób, a nie zabójstwo

- zapewniał. 

Dlaczego dotychczas przyznawał się do postawionego mu zarzutu usiłowania zabójstwa? Oskarżony powiedział, że tak doradzał mu jego poprzedni obrońca.

Bardzo żałuję, że doszło do takiej sytuacji. Zostałem do tego sprowokowany. Nie pochwalam swojego zachowania

- oznajmił Sylwester S. 

Powiedział, że w czasie ataku na byłą partnerkę był pod "lekkim wpływem alkoholu", bo wypił wcześniej piwo lub dwa. Przyznał, że czasem bywa agresywny po wypiciu, "ale nie bez powodu". W tym przypadku powodem miało być m.in. nazwanie go "frajerem" przez pokrzywdzoną. 

Obrona: Nie każde duszenie powoduje śmierć

Obrońca Sylwestra S. w apelacji zarzuca sądowi pierwszej instancji błędne przyjęcie, że oskarżony działał z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia pokrzywdzonej. 

Oskarżony przyznawał się do zdarzeń, a nie sposobu zakwalifikowania poszczególnych czynów przez prokuratora

- podkreślił adwokat Rafał Ilnicki. 

Zwracał też uwagę na kwestię duszenia pokrzywdzonej - dowody bowiem nie pozwalają na dokładne ustalenie, ile to trwało. A to, jego zdaniem, jest kluczowe w tej sprawie. 

Nie każde duszenie powoduje śmierć. Jeżeli trwało kilka, kilkanaście sekund, nie mogło spowodować zgonu. Jak choćby w sztukach walki, gdzie dochodzi do krótkich duszeń, które nie doprowadzają do śmierci

- mówił obrońca.

Doszło do nacięcia nożem naskórka, na szyi pokrzywdzonej nie wykonano choćby jednego szwu. Biegli potwierdzili, że to nie mogło spowodować zgonu

- dodał. 

Obrona dowodzi, że w tym przypadku nie doszło do usiłowania zabójstwa. Sylwester S. miał bowiem w ręku nóż, a przed sobą nieprzytomną pokrzywdzoną, a jednak odstąpił od ataku. 

Mógł dokonać zabójstwa w dowolny sposób, miał ku temu idealne warunki, a jednak tego nie zrobił. Zamiast tego wezwał pomoc

- zaznaczył adwokat Rafał Ilnicki, do tego powołał się na wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie sprzed lat w podobnej sprawie, gdzie sąd nie skazał osoby oskarżonej za usiłowanie zabójstwa. 

Sylwester S. może zostać uznany za winnego, ale spowodowania uszczerbku na zdrowiu pokrzywdzonej, a nie usiłowania zabójstwa - tego domaga się obrona i sam oskarżony. Proponowana kara to półtora roku pozbawienia wolności z zaliczeniem na poczet tego dotychczasowego pobytu w areszcie 28-latka, co oznaczałoby, że wkrótce mógłby wyjść na wolność. 

Zdaniem prokuratora to absurd. Pokrzywdzona chce ostrzejszej kary dla Sylwestra S.

Prokurator nie zgodził się ze stanowiskiem obrony i nazwał wyjaśnienia Sylwestra S. niewiarygodnymi i absurdalnymi. 

Z jednej strony jego celem miało być nastraszenie pokrzywdzonej, z drugiej w jaki sposób miał to zrobić, gdy pokrzywdzona była nieprzytomna? Po co sięgnął po nóż? Fałszywe jest twierdzenie oskarżonego, że miał świadomość, iż pokrzywdzona żyje

- zastrzegł prokurator.

Jest też apelacja od pełnomocnika pokrzywdzonej, czyli oskarżycielki posiłkowej. Oczekuje wymierzenia Sylwestrowi S. kary łącznej w wysokości 16,5 roku pozbawienia wolności, wydłużenia zakazu kontaktowania się i zbliżania na odległość 100 m do 15 lat, a także podwojenia nawiązki.  

Oskarżony wtargnął do mieszkania, zaatakował pokrzywdzoną. Zawiadamiając służby mówił o poderżnięciu gardła. Dzwonił po służby ratunkowe ze względu na dzieci

- powiedziała w sądzie pełnomocniczka pokrzywdzonej kobiety.

Prawomocny wyrok w tej sprawie zostanie ogłoszony jeszcze w tym tygodniu. Za usiłowanie zabójstwa grozi od dziesięciu lat pozbawienia wolności do nawet dożywocia. 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo